Posty

49. „Zaszklone oczy, a później bum.”

            Każdy w swoim życiu przeżywa chwilę, kiedy zamiast kogoś przytulić, chce się tą osobę udusić. Właśnie w tym tkwi problem. Przed momentem cieszyłam się z moich dobrych uczynków, a teraz mam ochotę kogoś zamordować. Teraz zdaję sobie sprawę z mojego charakteru i stanu psychicznego. Ludzie mnie podziwiają za moje wypowiedzi czy cokolwiek innego, za te błyski inteligencji, ale według mnie bredzą. Jednak złość mi przechodziła. Pierwsza myśl, pierwsza mordercza, też. Teraz chciałam go tylko przytulić, nie widziałam go od tak dawna. Od tylu miesięcy! Wiem, że to nie jego wina. Ale tak trudno jest mi zapomnieć. Cel uświęca środki. Jednak tak wiele złych myśli, kłamstw, rozczarowań i niepowodzeń. W tej sekundzie liczyło się właśnie to. Mimo to zapomniałam o tym, kiedy mnie przytulił. - Przepraszam – wyszeptał. Delikatnie ucałował mnie w czoło, zupełnie tak samo jak byliśmy dziećmi. I zniknął.             Od ...

48. „Ludzie to oszuści, przez nich świat stoi na takim fundamencie.”

~ Perspektywa Rose ~                  Tak mi tego brakowało. Mogłam oszukiwać wszystkich dookoła, nawet próbować siebie, ale znowu będąc w ramionach George czułam się... czułam się bezpiecznie. Coś czego tak dawno mi brakowało. Bezpieczeństwo. Nie obchodziło mnie nawet, że przegapiłam większość balu. - Rose... Rose... obudź się – szeptał mi do ucha. Tyle, że to nie był George, ale prefekt domu Kruka. - Oliver, ty kanalio – wysyczałam zaspana. - Zawsze do usług. Może Cię zaniosę? W takim stanie, nie wiem czy pamiętasz jak się chodzi. - Zaczął chichotać. - Mhym – szepnęłam. Poczułam nieprzyjemne zimno, kiedy Weasley przenosił mnie do ramion Holinsa. Sam już prawie nie trzymał się na nogach. Kolejny raz mnie przeprosił, a ja czułam się jak na haju. Jednak kochałam ten stan. Kiedy wiesz, że ktoś jest w stanie poświęcić nieprzespaną noc dla ciebie. No takie idealne. Ale ja nie wierze w ideały. Ludzie to oszuści, przez nich świ...

47. „W tym świecie nawet ściany mają uszy.”

                Rozejrzałam się po sali, wszyscy bawili się w najlepszy. Rozmawiali, śmiali się, tańczyli i śpiewali. Nigdy wcześniej nie byłam na takim balu. Zamknięta w złotej zardzewiałej klatce, liczyłam dni do wolności. Aż dorosłam na tyle, żeby nauczyć dbać się o siebie. Zawsze polegałam tylko na sobie. Teraz muszę chronić i być chroniona. Najgorsze zło dopiero nadciąga. Najgorsza jest zemsta. Ona nie zna zahamowań. Granic. Aby ją odwlec musiałam zawrzeć pakt z samym diabłem. Teraz podąża za każdym moim krokiem. Obserwuje mnie. Ale nie wie, że to ja trzymam karty. - Odpłynąłeś – stwierdził Cormac. - Ja? - Chyba, że kobiety które są komplementowane, po prostu wpatrują się w jeden punkt, nawet nie mrugając. - Jestem specyficzna. - I moja. Uśmiechnął się i zaraz później zaciągnął mnie na parkiet. Akurat leciała wolna piosenka. Przytuliłam się do niego i mimo tego, że nie potrafię tańczyć po prostu dałam się ponieść muzyce. - W...

46. „Groźba jest dla ludzi, którzy nie są gotowi na rezygnację.”

                  Stanęła skamieniała i nie wiedziała co powiedzieć. Widać było dezorientację, ale po chwili jak opętana wypchnęła mnie z pokoju. Niczym Dumbledore z gabinetu! Stałam tak przed drzwiami i analizowałam CO SIĘ WŁAŚCIWIE STAŁO. Doszłam do wniosku, że stanie 5 minut przed zamkniętymi drzwiami z wyłupiastymi oczami nie jest najlepszym rozwiązaniem. Gdy już odchodziłam, uchyliła drzwi i powiedziała pół-głosem. - Nic nie ukrywam. Zatrzasnęła drzwiami. - Właśnie widzę... - szepnęłam do siebie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszłam dalej rozdawać prezenty. Wszyscy mi podziękowali... prawie wszyscy. Kapitan drużyny Ravenclawu, czyli uroczy jak zwykle Corner, po prostu przyjął prezent w Pokoju Wspólnym i nie raczył się uśmiechnąć nawet! Przymrużyłam oczy, ale chwilę później podbiegłam do Olivera. Dla niego prezent był od serca! Tak, mam serce! Czasem jestem tylko wredna... ale można to zgonić na urok osobisty. - Olie, Olie, O...

45. „Człowiek się nie zmienia, my po prostu poznajemy go lepiej.”

                    Ciekawe czy w dorosłym życiu będę mieć takie problemy. Wtedy nazwę je błahe, tak zawsze powtarzała mi mama. Nigdy nie chciałam mieć złamanego serca, ale kto by chciał? Pytanie same w sobie jest głupie, a odpowiedź logiczna, więc nie wiem czemu je sobie zadałam.                     Nim się obejrzałam nie wyrobiłam na zakręcie i upadłam. Potter też był pochłonięty w swoich myślach. On w odróżnieniu od mnie szedł dobrze, ale nie zauważył, że sobie leżę. - Co Ty robisz? - zapytał po chwili. - A tak chciałam sobie poleżeć... kości mnie bolą, przydałby im się odpoczynek – burknęłam sarkastycznie. - Jak uważasz. - Wzruszył ramionami. W tym momencie miałam bliżej nie określoną minę, mówiącą: „Co?!”. - O czym tak myślisz? - spytałam, kiedy już stanęłam na równe nogi. Spojrzał na mnie dziwnie, ale nie odpowiedział. Jego zielone oczy przez chwile jakby znieruc...