39. „A co jeśli osoba, którą kocham, jest tym samym człowiekiem, którego powinnam nienawidzić?”
~ Wracając do czasów,
gdzie historia ma swój początek.~
- Puszczajcie mnie!
Natychmiast! Nic wam nie zrobiłam! - krzyczałam, ale to nie
skutkowało.
W sumie... co się dziwić.
Jessica i Mikael totalnie mnie zignorowali. Nie odpowiadali na żadne
pytanie. W końcu dałam sobie spokój i pozwoliłam, żeby ciągnęli
mnie przez ulice miasta. Przecież nic innego nie mogłam zrobić. Szarpanie
się, krzyczenie, czy próby ucieczki, nie dość, że żałośnie
wyglądały, to i nigdy nie przynosiły zamierzonego celu. Większy
pożytek dla wszystkich zrobiłam, kiedy zaczęłam obserwować.
Szliśmy, dość wolnym
krokiem. Dla przypadkowego, ciekawskiego oka, mogłoby to się
wydawać normalną wieczorną przechadzką z rodzicami. Oboje byli po
30, więc idealnie nadawali się do tej roli. No może jakby mieli
serce... Co prawda mężczyzna wyglądał jak mutant, ale w Londynie
nie sprawiał tym, żadnej nowości. Jednak nikt, z taką twarzą nie
wychodził na światło dzienne. Co czyniło noc, jeszcze bardziej
przerażającą. Inni... odważni, chwalili się swoją
oryginalnością, ale nie wszyscy. Mijając takich ludzi,
postanowiłam się skupić na budynkach. Wywoływały one na mnie mniej
przerażenia, niż ich mieszkańcy. 30 minut wędrówki było już za
nami, a cel podróży jak mniemam daleki. Plątaliśmy się po
szarych kątach, ale od czasu do czasu, zauważałam zabytkowe
budynki. Większość to były takie miejsca jak Dziurawy Kocioł.
Gdzie wydawać się mogło, że nikt tam nie mieszka. A tutaj, życie
budziło się, gdy słońce zachodziło. Ciarki przechodziły mnie
całkowicie, ale nie pokazałam tego. Zatrzymaliśmy się dopiero w
centrum miasta. Koło ratusza. Przy czerwonej i ozłoconej budce
telefonicznej. W jednej chwil, całą trójką weszliśmy do niej, a
już w drugiej, znajdowaliśmy się zupełnie gdzie indziej. W
mgnieniu oka, z żyjącego własnym życiem miasta, znaleźliśmy się
w zatłoczonym i dobrze zabezpieczonym miejscu. Pełno było laserów,
ochronnych, które za pomocą karty wyłączyła Jess. Skan soczewki
ocznej i dopiero wtedy Michael popchnął mnie, abyśmy poszli do
przodu.
Nie skończyłam się
jednak rozglądać. Wszystko było... przerażająco białe. Jednak z
jakiegoś powodu już się nie bałam. Wiedziałam, że nie jest tu
bezpiecznie, ale nie prosiłam o litość, nie błagałam. Nie
mogłam. Przecież jeśli okazałabym strach, to przy okazji i swoją
słabość. Po prostu szłam. Gdy szczęka już mi nie dygotała,
postanowiłam się odezwać.
- Gdzie jesteśmy?
- W bazie. To miejsce...
- Po około 5 minutach ciszy, odpowiedziała mi Jessica.
Ale zaraz została skarcona
przez bestie.
Kiedy skręciliśmy w
prosty korytarz, wydawał się on, że jest krótki. Pozory... W
rzeczywistości, truchtaliśmy nim dobre parę minut, a i tak nie
pokonaliśmy całego. Wiedzieli, że już nie mam szans na ucieczkę,
więc zwolnili jeszcze bardziej kroku. Bacznie o czymś rozmawiali, a
ja obserwowałam mijane drzwi. Jedne były całe stalowe i pełne
kłódek z małym okienkiem... Takich było najwięcej. Ale też
zdarzyły się dwa, czy trzy ze szkła. Chwilą nieuwagi i czystej ciekawości
przybliżyłam się do jednego, żeby zaobserwować co tam się
dzieje, ale Jess chwyciła mnie za rękę.
- Chcesz wylądować w
nicości? Jeszcze nie czas. I módl się, aby nie nadszedł.
Zamrugałam oczami, ale nie
posunęłam się nawet o krok bliżej w stronę przejścia. Poszłam
dalej. Jedne, jedyne drzwi, były uchylone. Ale chyba nikt tego nie
zauważył. Na końcu, jakby w coś wlazłam. Poczułam mdłości i z
jednej ścieżki, stały się trzy. Wszystko jeszcze bardziej białe,
że moje brudne i zniszczone, rzeczy świeciły kolorami. Zaraz za
mną pojawił się Michael i teraz to on prowadził. Doszliśmy do
największych, czerwonych jak krew wrót. Kobieta zeskanowała odcisk
palca. Mężczyzna zaś zapukał 3 razy i wypowiedział nieznane dla
mnie słowa... pewnie w innym języku. Na ich komendę drzwi się
otworzyły. A w przeciwieństwie do całego miejsca, to
pomieszczenie, było przepełnione przepychem. Tak jakby styl
barokowy. Poczułam się jak w innej epoce. Sali tronowej, gdzie
główną atrakcją był przepiękny tron.
„Żartujecie sobie...
tron?! Mamy XX wiek.”
Wypowiedzenie tego na głos
pogorszyłoby sytuację, więc owy komentarz, zachowałam dla siebie.
Podeszliśmy bliżej, a ku
mojemu zaskoczeniu Jess i Michael uklękli. Wszystko za sprawą
jednego machnięcia ręki, potężnego osobnika w ciemnym stroju.
Poczułam się jak w jakimś głupim filmie. W końcu mężczyzna
raczył nas spojrzeniem. Nieźle się zdziwił na mój widok, czego
nawet nie krył.
W mgnieniu oka, znalazł się
przy mnie, a jego czarne włosy i obcisła, skórzana kurtka,
dodawały mu przy tym tylko demoniczności. To człowiek, z którym
nie ma żartów. Wyglądał jakby miał już dobre 40 lat. Zdradzały
go zmarszczki na twarzy. Płaskie, niemal niewidoczne usta i
przerażająco niebieskie oczy. Do tego wszystkiego, miał rozciętą
na pół, prawą brew. Nawet nie chciałam wiedzieć, dlaczego. Jedno
mogłam stwierdzić... jak wszyscy będą tak wyglądać, to ja
szybciej zejdę na zawał...
- Spóźniliście się.
Wykonaliście misję? Kto to? - zaczął zadawać pytania.
Przy tym wszystkim, można
było wywnioskować, że jest człowiekiem okrutnym, ale spokojnym.
Mordercze spojrzenie, którego lękać się mogły pokolenia, a przy
tym tak spokojne jak woda. Jednak każda kolejna dawka ciszy i
nerwów, zakłócała jego kamienną twarz. Nie należał do ludzi
cierpliwych.
- Jestem Rose Martin... -
zaczęłam.
- Nie ciebie pytałem –
przerwał.
Kiedy Michael zaczął
opowiadać jak mnie spotkali, że wiem o magii i sama ją praktykuję,
poirytowane spojrzenie przywódcy zmieniło się w zafascynowanie.
Sami byli tak jakby: Wygnani. Ukrywali się, ale nie widziałam u
nich, żadnych znaków Śmierciożercy. Jedynie tatuaże w kształcie
księżyca na karku. Po skończonej wypowiedzi, mężczyzna
intensywnie zaczął się na mnie gapić. Nie zważał, że w sali
jest około 50 osób. Dopiero po chwili się otrząsnął i krzyknął.
- Wynocha! Wszyscy!
Michael już szarpnął mnie
za łokieć, abym się ruszyła, ale masywniejszy mężczyzna mu
przerwał.
- Ona nie, idioto!
Łysa pała nie przywykła
do wyzwisk i zacisnął tylko pięści, tak mocno, że jego dłonie
zrobiły się całe fioletowe, ale wyszedł. Zresztą jak wszyscy
inni. Gdy już byliśmy całkiem sami, gestem ręki, nieznajomy
wskazał mi kanapę. Której co prawda, wcześniej, nawet nie
zauważyłam. Po chwili, chwycił z barku szklankę z alkoholem i
usiadł na przeciwnej sofie. Uśmiechnął się i przyglądał.
- Widzisz blizny na mojej
twarzy? - zapytał.
Odpowiedziałam, że nie.
Ale dopiero później się mu przyjrzałam. Tak, miał blizny. I to
nawet sporo. Największa przecinała mu policzek. Mimo to nie
zmieniłam swojej odpowiedzi.
- Czyli nie jesteś Kluczem. Nie ważne. Widzisz nas, bo sama jesteś magiczna. A skoro
już tu jesteś musisz przejść inicjacje.
- Ale ja nie chce –
zaprotestowałam.
- Nie masz wyboru. Zwykle
są to trzy próby, ale w tobie jest coś innego. Będziesz miałam
cztery. Takie bez widowiskowe. Jeśli je przejdziesz będziesz jedną z
nas.
- A jak nie?
- Zginiesz. Ale nie
zakładajmy najgorszego. Opowiem ci coś o nas. Nazywamy się
Tratonami. A ja jestem Traton III. Wszystko zaczęło się, gdy mój
dziadek, zdał sobie sprawę ze swojej potężnej mocy. Voldemort nie chciał go w swoich szeregach, no cóż później upadł. Ale ja
wierze w fakty, wiem, że się odrodzi. Mniejsza. Dobro też go nie
chciało, za te... kontakty. Błąkał się tak nie wiedząc, co ma
robić. Był wyszkolony i szybko znalazł zwolenników. Wszystko
byłoby dobrze, ale musieliśmy się ukrywać. Byliśmy i jesteśmy niechcianymi
gośćmi. Traton I zaprzysiągł zemstę. Jeszcze nie przeważono
na kim. Czy na złu czy na dobru. Jak mówi proroctwo, o wszystkim
zadecyduję Klucz. Klucz widzi nas takimi jacy jesteśmy naprawdę.
Przed widokiem naszych blizn i niewidzialnych dla wszystkich znaków
Tratonów. Wszystko chroni zaklęcie, ale jedna osoba na świecie,
go łamie.
„Mam się śmiać?
Przecież widzę ten jego głupi znaczek... blizny też... Ale to niemożliwe.”
- Po co wam jestem potrzebna? -
spytałam.
- Nie ładnie tak
przerywać. Dowiesz się w swoim czasie. Na czym skończyłem... -
Podszedł do jakiegoś dzbanka. - To jest proszek naznaczenia.
Nakłada się go na kark, odmawia zaklęcie, strzepuję i jesteś
jedną z nas. Ma on bowiem toksyny, które mogą zabić. Dlatego
ważne są próby. Jesteś potrzebna, bo brakuję nam ludzi.
Zakazał mi się odezwać i
przywołał jednego ze swoich ludzi. Był to szczupły, wysoki
chłopak, o ciemnych czarnych włosach i o uwodzicielskim spojrzeniu.
Umięśniony ze złotymi oczami. W moim wieku. Nigdy nie wierzyłam
w miłość od pierwszego wejrzenia, ale chyba powinnam zacząć.
- Rafael zaprowadzi cię
do twojej kabiny. Powinna być już gotowa. Jutro z rana czeka cię
próba. - Starszy mężczyzna, zniknął w jakimś tajemniczym
przejściu.
Przez chwilę szliśmy w
ciszy. Czułam na sobie wzrok nieznajomego, przez co byłam trochę
speszona.
- Kim jesteś? - W końcu
coś z siebie wydukałam.
- Nazywam się Rafael
Laure. Mam 16 lat. Moich rodziców już poznałaś. Wiem, że mój
ojciec bywa brutalny, ale taki już jest. Mikeal, to Mikeal. Więcej
informacji jest ci niepotrzebne. - Uśmiechnął się, ukazując
rząd białych zębów.
Skręciliśmy w prawo, a ja
wciąż trawiłam informację, że mogłabym zakochać się w synu
takiej bestii.
- Co wiesz o Kluczu? -
zapytałam nagle.
Wyszczerzył na mnie oczy.
Zupełnie nie spodziewał się tego pytania.
- Osoba zwana Kluczem
widzi znaki na karku Tratonów. - Wskazał na swój. Był to taki
sam, jak jego przywódcy. Ale nie odezwałam się na ten temat
słowem. - Klucz musi znaleźć 3 różniące się od siebie znaki.
Bowiem ta trójka jest prawowitymi władcami Tratonów. Ich rządy
powinny być sprawiedliwe, a nie takie jak teraz... dla dobra
jednostki. Stara wróżbiarka kiedyś tu zawitała. Przepowiedziała,
że będzie to kobieta Widząca. Dodała, że Traton nie jest
wybrany. Później zginęła. 3 wybranych i Klucz, jeśli spróbują
proszku zmieszanego ze swoją krwią, będą oficjalnie władcami.
Aż po koniec swoich dni. Dlatego Traton chce znaleźć tę kobietę
i zabić. Bowiem, to osoba, która może przyczynić się do
obalenia jego rządów. A to ceni najbardziej na świecie.
- Potrzebna jest krew Klucza?
- Nie, tylko Wybranych.
Skończył mówić, kiedy stanęliśmy przed drzwiami.
Niespodziewanie Laure pocałował mnie w usta. Odepchnęłam go, ale
czułam, że pokrywam się rumieńcem.
- Nie za szybko? -
oznajmiłam.
Tylko się uśmiechnął i
odszedł.
Pokój był mały. Jak sala
więzienna. Szary i ponury. Położyłam się na łóżku i zaczęłam
myśleć.
„Jak można uciec z tego
wariatkowa? Czy naprawdę mogę być Kluczem?”
Szybko odgoniłam od siebie
te myśli. A że jak nie patrzeć, porwali mnie... nie mając wybory zasnęłam w tym
czym byłam.
Rano obudził mnie dzwonek.
„Pożar?!”
Tylko na to wpadłam,
wstałam na równe nogi i szybko skierowałam się w stronę wyjścia.
Ledwo co przekroczyłam próg, ktoś z całej siły walnął mnie
łokciem. Tak mocno, że straciłam przytomność.
Kiedy otworzyłam oczy,
przykuta byłam do łóżka. Pomieszczenie było tak jak wszystko
białe. A koło mnie było wielkie szklane... coś. Pełne zielonego
płynu. Od tego przedmiotu, wychodziły rurki. 5 rurek, które
przymocowane miałam w miejsce niestarannie założonych wenflonów.
Wszystkie na rękach.
- W końcu się
obudziłaś! - zagrzmiał głos Tratona. - Możemy zaczynać. Timon
włączaj aparaturę.
Wszystko działo się za
szybą. Zdawali sobie sprawę, że ich nie widzę. A po chwili
poczułam gorąco buchające z maszyny i wolny stróżek zielonego
dziadostwa zbliżającego się do mnie. W jednej chwili, przebrnęło
mi całe życie przed oczami. To mogła być trucizna. Pierwszy raz
serce i rozum współpracowali. Tak, to fakt. Traton, mówiąc, że
mogę zginąć, nie żartował. Zanim rurka doszła do moich żył, w
ogóle zanim napełniła połowę rurki, zdałam sobie sprawę, że
moje ręce są strasznie ciężkie. A w sumie nie ciężkie... to
przez pasy. Chwilę zajęło zanim się z nich oswobodziłam i z
krzykiem bólu, wyrywałam każdy z osobna wenflon. Każda sekunda
wydawała się wiecznością, z każdym kolejnym traciłam siły.
Przy ostatnim, odetchnęłam z ulgą. Ale tylko na chwilę. Malutką,
nieznaczącą chwilę. Wstałam na nogi. Trzęsły się
niemiłosiernie, ale dawałam radę chodzić. Chwyciłam krzesło i
chciałam rozwalić nim szybę, ale wtedy stalowe drzwi się
otworzyły i zobaczyłam w nim 40-latka. Klaskał. Nie krył również
zdziwienia. Dopiero teraz spojrzałam na fotel, w którym wcześniej
siedziałam. Jakby choć kropelka zielonego płynu wdałaby się w
moją krew skończyłabym jak ten fotel. Który co prawda teraz się
topił. Moja spojrzenie nabrało przerażenia i strachu.
„Ja naprawdę mogę
zginąć. Oni chcą mnie zabić.”
- Nie wiedziałem, że na
to wpadniesz. Zdałaś. Jesteś sprytna. Jest jeszcze
wcześnie, zdążysz na drugą próbę. Nie bój się, też nie
będzie widowiska. Czasem towarzyszy mi Timon. Właśnie, chodź i
posprzątaj to.
Minęłam się z około 20
latkiem i pierwszy raz zauważyłam, że znak jest inny. Zamiast
czarnego książęca, miał złote słońce. Nie przypatrywałam się
temu i poszłam za Tratonem.
Weszliśmy na jakąś
arenę...
- Zaraz wpuszczę Ratina.
Twoim zadaniem będzie wcisnąć ten mały przycisk. - Wskazał na
niego. Kiedy chciałam tam pójść, zatrzymał mnie. - Hola, hola.
Jeszcze nie ma twojego... towarzysza.
Po tych słowach... zwiał...
Pozostał po nim tylko kurz. Zza wielkich krat, wyszedł potwór.
Mierzył około 15 stup wysokości, a jego pancerz zbudowany był z
najtwardszej skały. Miał metalowy mały łeb i gigantyczny
kolczasty, niemal diamentowy ogon.
Znieruchomiałam.
Zaniemówiłam.
Stałam i czekałam na
chybną zgubę. Dopiero gdy zaczął się zbliżać otrząsnęłam
się. Jego kroki były duże, ale widać sprawiało mu to problem.
Teraz przypomniałam sobie o schowku na różdżkę w moich
spodniach. Zawsze powtarzałam, że jest mi on nie potrzebny, ale
teraz wiedziałam jak bardzo się wcześniej myliłam. Odmierzyłam odległość
jaką miałam przebiec i wiedziałam, że nie zdążyłabym. Jestem za
wolna, a jedno machnięcie jego ogonem, zabiłoby mnie. Nie mogłam
też użyć jakiegoś głupiego zaklęcia, które by go zaatakowało,
bo szanse, że bym go zraniła... byłyby marne. Obrona tu też była
na nic. Musiałam odciągnąć jakoś jego uwagę. Ukłoniłam się,
jakby był hipogryfem. Wtedy stanął. Zaintrygowałam go swoim
zachowaniem. Szybko wyczarowałam jakąś piłkę w nadziei, że to
go też zainteresuję. Nie mogła być to jakaś normalna piłka. W
środku miała proszek na senny. Rzuciłam, a Ratin złapał ją
i przycisnął. Uwolniło to dużo środka nasennego. Padł
odsłaniając mi drogę. Jednak wybudzić mógł się za kilka minut,
może sekund. Nie zdołałam jednak biegnąć, wyczerpana
wcześniejszym testem. Pokuśtykałam przez ogromną salę i z
trudem przycisnęłam przycisk, napierając na niego całym ciałem.
Szybko też schowałam różdżkę.
Moim oczom ukazało się
przejście. Wprost do gabinetu Tratona...
Na mój widok otworzył usta
ze zdziwienia, a jabłko, które trzymał wypadło mu z rąk.
„TO JA PRAWIE ZGINĘŁAM,
A ON JABŁKO JE?! Niech się zadławi...”
Przeszło mi przez myśl.
- Rekordowy czas. Odważna
jesteś. Pięknie. Teraz Jess cię odprowadzi do pokoju.
Jak na zawołanie przyszła
kobieta. Machnęła ręką i w mgnieniu oka znaleźliśmy się przed
miejscem, gdzie ostatnio spałam. Nie mogłam nazwać tego moim
pokojem. Bardziej celą więzienną. Gdy chciała odejść,
zatrzymałam ją.
- Jak możesz go kochać,
w ogóle lubić? - zapytałam.
- Kogo?
- Rafael wspominał, że
jesteście jego rodzicami. Pytam, więc o Michaela.
- Miłości i nienawiść
dzieli cienka granica. A co jeśli osoba, którą kocham, jest tym
samym człowiekiem, którego powinnam nienawidzić?
Nie czekała na odpowiedź, przytuliła mnie. Była chyba z nich wszystkich najżyczliwsza lub
przynajmniej tak się wydawało. Kolejna osoba ze znakiem. Jej był
srebrna gwiazda. Nikomu jeszcze nie wspomniałam o mojej zdolności
i niech tak pozostanie. Później bez słowa odeszła.
Rzuciłam się na łóżko.
Przez cały dzień nie miałam nic w buzi. Nawet wody mi nie
przynieśli. Wyczarowałam szklankę i picie, po czym ją opróżniłam z zawartości. A kiedy
chciałam jeszcze sprawić, by pojawiło się tu coś do jedzenia,
ktoś zapukał w drzwi.
Był to Rafael z koszykiem.
- Taraton zapomina o
takich szczegółach jak jedzenie, a ty pewnie umierasz z głodu.
- Nie prawda.
Zaburczało mi w brzuchu i
zachichotaliśmy. Był jedyną osobą, przez którą się
uśmiechnęłam. Wpuściłam go. Usiedliśmy na łóżku, a ja po
chwili zaczęłam jeść wszystko co przyniósł. On nic nie jadł,
tylko się przyglądał z uśmiechem. Nie poruszałam tego tematu, za
to zapytałam, o coś innego.
- Co to za poranny dzwon?
- Pobudka –
odpowiedział.
Zrobiłam bliżej nie
określoną minę, a po chwili szykował się do wyjścia.
- Zostawię ci tu koszyk.
Coś jeszcze będziesz miała na rano.
Podeszłam do niego, aby
zamknąć za nim drzwi, ten nagle chwycił moje ramiona.
- Wierzysz w miłość od
pierwszego wejrzenia? - spytał.
- Czasem tak, czasem nie.
- Chyba się w tobie
zakochałem. Zostaniesz moją dziewczyną?
Co ja miałam powiedzieć?
Normalnie bym odmówiła, ale to była jedyna osoba, która zrobiła
coś dla mnie dobrego. Nie mogłam mu odmówić.
- T..Tak – wydukałam.
Rozpromienił się i
wyszedł. Skołowana usiadłam na łóżku i coś do mnie doszło.
Jeśli mogę czarować to może uda mi się przeteleportować.
Skupiłam się na moim domu, ale nic. Nie ruszyłam się nawet o milimetr.
Wciąż byłam w tym za słaba. Ległam na łóżku, ale tej nocy nie
zasnęłam.
Znów ten cholerny dzwon.
Niech zginie w ogniach piekielnych... Rozgniewana wstałam. Weszłam
do małej toalety i umyłam się w miarę możliwości.
Otworzyłam drzwi na oścież,
uważnie przyglądając się, żeby mnie ktoś znowu nie rąbnął w
głowę. Tym razem nie było takiego incydentu. Jedynie Michael
opierał się nogą o ścianę. Przewrócił oczy i skinieniem głowy
nakazał iść za sobą.
Doszliśmy do pomieszczenia
z bronią. Zamknął mnie tam. ZAMKNĄŁ. Na środku było tylko
jedno biurko i dwa krzesła. Usiadłam na jednym i zobaczyłam
człowieka, który dopiero teraz wyszedł z cienia. Zajął miejsce
naprzeciwko mnie. I wyciągnął nóż.
- Odpowiesz na kilka
pytań. Jeśli prawidłowo, to nic ci się nie stanie. Jeśli źle,
stracisz palce. Proste?
„Czyli ta konkurencja
polega na wykrwawieniu się?”
Nie odważyłam się tego
powiedzieć, ale pomyślałam. Skinęłam głową.
- Czy serce człowieka
bije, jeśli je się wyciągnie z danej osoby?
W tej sekundzie
podziękowałam, mojej kochanej mamie, która uwielbia oglądać
seriale medyczne i mnie do tego zmuszała.
- Tak. Kilka minut.
Zrobił rozczarowaną minę,
ale może przez to, że dobrze odpowiedziałam?
- Co zrobisz w sytuacji z
której nie ma wyjścia?
Spojrzałam na niego, prosto
w oczy. A w sumie w oko. Nie miał jednego, a w miejsce lewej gałki
była blizna.
- Wyjście jest zawsze,
trzeba go tylko poszukać.
Złapał się za podbródek,
ale nie skarcił mnie.
- Czy palec odcięty od
ciała i zmrożony w lodówce przez miesiąc, a później przyszyty
na swoje miejsce będzie sprawny?
Na zawodowego psychopatę
nikt mnie nie szkolił, więc musiałam zgadywać.
- N...nie –
wybełkotałam.
Pięścią wbił w stół,
ale nie kazał mi wyciągać palców. Po dobroci bym ich nawet nie
dała.
- Masz szczęście.
Dobrze. Ile jest w stanie wytrzymać człowiek w całkowitej ciszy?
Uniosłam jedną brew i
rozejrzałam się po zbrojowni w poszukiwaniu ucieczki. Nie było
jej.
- Obstawiam godzinę –
rzekłam.
Syknął, ale nic nie
zrobił.
- Ostatnie pytanie. Mając
do wyboru nóż i zapalniczkę, co wybierasz w swojej sytuacji?
- Zapalniczkę.
Nie wiedziałam dlaczego to
powiedziałam. Wyciągnął ją z kieszeni i skierował się do
wyjścia.
- Tam są drzwi, jeśli otrzymają odpowiednią
temperaturę otworzą się.
Podbiegłam do niego, ale
wrota ani drgnęły. Podeszłam do dziwnego urządzenie i zaczęłam
go podgrzewać, jednak to za mało. Wszędzie była broń, a w koncie
ujrzałam granat. Jednak to byłby za duży wybuch. Kiedyś z braćmi
bawiliśmy się w takie małe fajerwerki. Nabrałam trochę prochu
wybuchowego i zrobiłam to co zawsze bracia robili przy mnie.
Przesunęłam krzesło, położyłam tam potrzebne rzeczy. Sama
przewróciłam biurko i schowałam się za nim, wcześniej podpalając
linkę, czy jak to się zowie. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk, a drzwi ustąpiły.
Chciałam wyjść, ale pomyślałam, że raz się żyję. Rozsypałam
proszek i podpaliłam. W ostatniej chwili wskoczyłam za drzwi i je
zamknęłam. Lekko się sparzyłam, a pokój z bronią był już
tylko wspomnieniem.
„Niech to będzie ich nauczką...”
Poszłam przed siebie i zaczęłam zastanawiać
się, czy wszystkie korytarze ciągną do tego cholernego gabinetu.
Cała w szoku i
przestraszona przekroczyłam drzwi.
- Kolejna konkurencja
pokonana w wyśmienitym czasie. Już się nie mogę doczekać, kiedy
będziesz jedną z nas. Próba mądrości przeszła doskonale.
Jeszcze nigdy nie widziałem Yona tak wkurzonego. Liczył na choć
jeden palec do kolekcji. - Uśmiechnął się Traton. - Możesz iść.
Chyba trafisz.
Kiedy wyszłam złapał mnie
Rafael.
- Pomóc odprowadzić,
piękna?
- Jeśli chcesz.
Minęliśmy drzwi, które
przyciągnęły moją uwagę.
- To „Drzwi Marzeń”.
Możesz tam wejść. Za niedługo znikną. Pojawiają się tylko
raz. Masz jedyną okazję. Ale musisz wejść tam sama.
Brzmiało to naprawdę
kusząco, chciałam przekroczyć próg, kiedy zza rogu wyłonił się
jakiś olbrzym. Rąbnął Rafaela w głowę, tak mocno, że stracił
przytomność. Zaczął go ciągnąć. W tym samym czasie, na
drzwiach pojawiła się tabliczka: „10, 9, 8...”
„Niech ich szlag...”
Trzeba było dokonać
wyboru. Przeklęłam w duchu i pobiegłam w poszukiwaniu chłopaka.
Zobaczyłam cień i podeszłam bliżej. Nagle wyszedł Traton,
klaszcząc.
- Gratulację. Test na
lojalność, wierność czy jak ty to tam nazwiesz zdany. Równo o
północy jutro będziesz jedną z nas. Nie mów nikomu, ale trzeba odczekać co najmniej trzy dni, ale już się nie mogę doczekać.
„Cóż za wyróżnienie.” Prychnęłam w myślach.
- Ale ja nie chcę! -
krzyknęłam.
- Nie masz wyboru.
Zniknął, a ja podeszłam
do Rafaela. Zaczęłam go bić, po klatce piersiowej.
- Nigdy więcej tego
nie rób!
Nie przestawałam go bić. A
jego uśmiech zniknął. Powiedział, abym przestała. Ale ja nie
zareagowałam. Przez to wszystko uderzył mnie w policzek.
Momentalnie otrząsnęłam się z szału i pobiegłam do sali
więziennej, nie racząc go nawet jednym spojrzeniem.
Przyszedł do mnie niewiele
później. Już nie pukał. Wszedł jakby był u siebie i zostawił
mi jakiś prezent. Była to czarna przeplatana bransoletka. Gdy
wychodził, odwróciłam się do niego.
- Znamy się dwa dni.
Nawet nie wiem czy to można nazwać związkiem,
ale... ale zrywam z tobą. Wyjdź!
- Ze mną się nie zrywa
– odparł niewzruszony.
- A jednak. Nie jesteśmy
już razem. W ogóle nie byliśmy.
Spojrzał mi prosto w oczy,
a wyczuć można było mord. Rzuciłam w niego prezentem. Podszedł
do mnie. Był bardzo silny, jak na swój wiek. Zacisnął pięści na
moich ramionach i momentalnie, rzucił mną o ścianę. Coś
gruchnęło w mojej ręce. Nic sobie z tego nie zrobił i dopiero
wyszedł. Po raz pierwszy od pobytu tutaj, miałam łzy w oczach.
Starłam je i rozdarłam bluzę. Poszłam do łazienki, delikatnie
obmyłam rękę, chwyciłam jakiś metalowy prążek i zawinęłam
rękę bluzą razem z nim. Aby chociaż pozornie usztywnić rękę.
Położyłam się na łóżku,
ale nie mogłam zasnąć. Usłyszałam szelest i gwałtownie się
odwróciłam. Zauważyłam jakąś osobę. W pierwszej chwili
pomyślałam, że to Rafael, ale płeć się nie zgadzała. Było dość ciemno,
ale przy świetle marnej lampki, której nie zgasiłam, zauważyłam, że była ładna. Do tego wysoka, o włosach
spiętych w kucyk, a jak się przyjrzeć w kolorze ciemnego blondu,
grzywka opadała jej na czoło, ścięta na prawą stronę. Była
szczupła, ale nie wyglądała na szkielet. Gdy podeszła bliżej
zauważyłam, że jest w moim wieku i ma piwne oczy.
- Chodź – wyszeptała.
Kiwnęłam głową i szłam za nią w ciszy.
Zatrzymała się przed głównym wejściem, gdzie czekał jakiś
chłopak. Pierwszy raz na oczy ich widziałam, ale skoro byliśmy
koło wyjścia, to może mi pomogą.
- Kim jesteście?
- Nazywam się Kora. A to
mój brat Simon. - Spojrzałam na bruneta, który majstrował coś
przy zabezpieczeniach. - Musimy cię uwolnić. To nie będzie
więzienie. Przepraszam, że tak późno, ale nadzór nad tobą jest
bardzo ścisły, a póki nie jesteś naznaczona, trzeba cię
ratować. Szczególnie, że Widzisz.
- Co masz na myśli
mówiąc, że Widzę? - zapytałam.
- Nie jestem taka głupia
jak inni. Zauważyłam to. Spójrz na mój kark. Co widzisz?
Tak też zrobiłam.
- Nic – odparłam.
- No właśnie, a teraz
na mojego brata.
Dostrzegłam na nim złoty
księżyc, co zobaczyłam to powiedziałam.
- On jest wybrany? -
zapytała zaszokowana blondynka.
Szybko się jednak
otrząsnęła i nakazała mu nie przerywać.
- Jak tu zostaniesz
niechybnie zginiesz. Masz to. – Wyciągnęła jakiś pierścień i
mi go podała. - To Serce Smoka. Strzeż go. Nie pytaj do czego
służy. Dowiesz się w swoim czasie.
- Dlaczego tu jesteś, a
nie masz znaku?
- Jestem Wyjątkiem.
- Czyli?
- Mój brat został
naznaczony za mnie. Poznałam sekrety, dlatego mogę tu pozostać.
Ale w sekrecie. Cały czas cię obserwowałam. Nie wydałaś mnie.
- Nie wiedziałam –
wyszeptałam.
- A pierwszego dnia,
zauważyłaś uchylone drzwi? Tam byłam ja. Jeśli by mnie
przyłapali byłoby po mnie.
- Gotowe – powiedział
Simon.
Odprowadziła mnie, póki
nie upewniła się, że jestem bezpieczna.
- Napiszę do ciebie
niebawem jak się sprawy mają Rose Martin. - Uśmiechnęła się i
zniknęła.
Zszokowana i przerażona,
poszłam przed siebie. Ku wolności.
~Teraźniejszość.~
Skończyłam opowiadać, a
po minie Carmen, widać było, że nie tego się spodziewała.
Jeszcze dopowiedziałam o spotkaniu z Michaelem, przez którego
ominęłam większość spotkania Gwardii i o tym jak spotkałam Jess
i Michaela razem.
- Ale to co on wie, różni
się od tego co ty mówisz, Michael mówił, że odeszłaś za porozumieniem, a ty, że uciekłaś – wykrztusiła.
- On wie tyle co mu
powiedziano. Prawdę znam tylko ja, Traton, Kora i po części
Rafael.
- Dlaczego przez ten cały czas
milczałaś?
- Nie miałam wyboru. Jeśli chcesz wiedzieć. A pewnie chcesz. Kora do mnie napisała, o co chodzi ze Smoczym Sercem. Jest
tajnie strzeżone, bowiem ma serum, które pomogłoby Tratonowi żyć,
gdyby coś mu się stało. Było w skarbcu, gdzie nikt nie zaglądał.
Dopiero jak zaszła potrzeba. Miałam to schowane w różdżce, która od jakiegoś czasu, jak go jeszcze miałam dawał jakieś dziwne znaki. Czasem była lodowata, ale ignorowałam
to. Teraz jest normalna, bo nie mam pierścienia. Kora Nels, tak miała na nazwisko, przekazała mi, że z samego
rana, Rafael chciał przeprosić, czy coś i to on zawiadomił o
moim zniknięciu. Ale byłam już nie uchwytna. Przecież nie mogli
rozwiesić ulotek...
- Dlatego byłaś tak
nieufna w stosunku do nowej miłości? - zapytała.
- Jak się człowiek raz
sparzy... to sama rozumiesz. Ale George jest inny.
Teraz sobie wszystko
poukładałam. Dlaczego akurat teraz...
- Wszystko jest takie
jasne, dlaczego ja na to nie wpadłam wcześniej?! - Klepnęłam się
w głowę.
- A konkretniej?
- Jak Jess i Michael mi
zabrali pierścień było już za późno. Wcześniej też nie
rozumiałam, dlaczego Michael nawiedził mnie we śnie.
Obrazując mi twoją śmierć. W pewien sposób mi pomógł to
zrozumieć. Co prawda nigdy bym nie chciała tego powtórzyć, ale
jednak. Zawsze mieli dość tyrani, tego niesprawiedliwego oszusta.
Gdy zmarł chcą prawowitych władców. Wiedzą, że jestem Kluczem.
Chcą poznać prawdę i są zależni ode mnie.
- Powiesz im? - zapytała.
- Chyba.
- Ale dobrze, że Michael zapomniał, że coś od ciebie chce.
- Tego nie jestem pewna. Wiesz co mnie przeraża?
- Ale dobrze, że Michael zapomniał, że coś od ciebie chce.
- Tego nie jestem pewna. Wiesz co mnie przeraża?
- Co?
- Teraz wszystko ma sens.
Zawsze byli krok przede mną. Czas odwrócić strony.
---------------------------------------------------------
Nelson, Nelson, Nelson. W końcu masz. RADA: Nie dawajcie czytać natrętom, nie dadzą wam żyć XD. Ale to słodkie. Miałam problem z wymyśleniem pytań. Dlatego, też dziękuję zrujnowanej psychice Black. Więc rozdział dedykuję Nelsonowi i Black. Kocham was *.*
Dziękuję za aż 24 obserwatorów :).
Jeśli czegoś odnośnie Tratonów jakimś cudem nie udało mi się wyjaśnić (jeśli nie chce tego przedstawić w kolejnych rozdziałach) to pytajcie, a odpowiem, tudzież zaktualizuję rozdział.
Jeśli czegoś odnośnie Tratonów jakimś cudem nie udało mi się wyjaśnić (jeśli nie chce tego przedstawić w kolejnych rozdziałach) to pytajcie, a odpowiem, tudzież zaktualizuję rozdział.
Do przeczytania. A ten rozdział ma aż 8 STRON A4. Mam nadzieję, że się podoba i zostawisz po sobie komentarz.
Pozdrawiam.
hhahahaha XD
OdpowiedzUsuńKlaudienito, Klaudienito, Klaudienito.
Na początku, dziękuję za dedyka.xd
Rozdział mimo, że ma 8 stron A4, jest naprawdę rewelacyjny. Czytając go, w ogóle nie miałam poczucia stron, która liczba, szybko się zmniejszała.
Podobała mi się ta historia odnośnie Tratonów.
A no i oczywiście mam ochotę kopnąć Rafaela. Co on se kurde wyobraża? Ja bym mu dała! Kopa jak już XDD Rose jako klucz no no ... Żeś bohater :D
Wspominałam już, że pokochałam Korę? XDD A to jej nazwisko... Normalnie GENIALNE xd Kocham *_* brat Simon! Czemu ja tylko takiego nie mam :( Ah ;/ To życie jest okrutne.
Ty już wiesz, że ubiję Cię jak dasz mi głupiego faceta XDD
Wiesz skarbie, takie życie. Ktoś Cię musi męczyć w imieniu wszystkich ,abyś ruszyła swoją dupencję do pisania :D
Zapomniałam o najważniejszym :O
Nie masz urlopu xD Szykuj się na męczarnie odnośnie kolejnego rozdziału XD
Też SIĘ Kocham Klaudienito ( KLAJD TY MÓJ XD)
Pozdrowionka bejbe :D Twoja Ja :3
PS. Czyżby pierwsza? XD To nie możliwe xdd
wgl jak ja piszę? XD niemożliwe * Cała ja xdd
UsuńNo szybko czytasz XD. Całe 10 minut C:
UsuńJESTEM KŁODA XD.
Nelson C:
Taaak, ty nie miałaś poczucia stron... ja aż nadto :p
Historia Tratonów, to tak trochę cały rozdział XD.
Trzeba było jakoś przedstawić Rose w innym świetle, jako wyjątkową, a wszystkie pozornie nieistotne szczegóły, żeby nabrały więcej światła C:
Miłość od pierwszego kliknięcia XD.
Hahaha od Nelsona :3. Moi też nie są fajni :'(
Nie masz jak mnie ubić C:
Tak na fb ;p
STRAJK XD
Tak SIĘ kochać najlepiej :3
Również pozdrawiam.
P.S. Tak ty pierwsza hahaha niemożliwe XD.
Hahah analfabetyzm się szerzy *w*
noo ;D Mam rentgena w oczach i czytam 5 stron na raz :33
UsuńTak, tak ;D Rose bohaterka bla bla bla ;p I tak kocham Korę :pp
Miłość od pierwszego kliknięcia :3 Tak, to ja Klajd :D
Wiem że mnie kochasz XDD
Pozdrowionka ;D
Przecież poprawiłam swój błąd, wredna istoto *_*
Kocham :*
5, a nie 8? XD
UsuńNie ma to jak olać główną bohaterkę i skupić się na Korze XD.
Nelson przeginasz strunę. JESTEM KŁODA, JAK JUŻ :P.
Tyle razy bd się pozdrawiać, że głowa mała XD.
Wredota cechą wrodzoną :D.
Też cię kocham *.* .
hahhhaha :D Rentgen, że czytam po 5 na raz xd Robię dwie tury xd
UsuńNo ba. Po co główna bohaterka, skoro jest Kora? ;D
Dla innych jesteś Kłoda, dla mnie Klajd :D
Kocham paa :*
Ja tam jednak wolę główną bohaterka. If U know, what I mean :3.
UsuńSPADAJ Z KLAJDEM :P.
Pa ;p.
Też Cię kocham Klajdziku ty mój :**
UsuńNa mnie gadasz, tak jak mi się nie podoba, to też cierp :*
Kocham <33
Oczywiście dziękuję za dedyk, bo moja zryta psychika jest otwarta na dziwne propozycje i chyba tylko ja od razu zaczęłam nawijać z pytaniami, a nie pytałam po chuj ci to.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to sporo wyjaśnia. Rafaela nie lubię, Jess jest w porządku, a Michael czy jak mu tam jest conajmniej dziwnym zjawiskiem. Dobra. Teraz ogarniam o co chodziło i najbardziej podobała mi się próba numer 2 i numer 3. :) Trochę szkoda mi tego co odcinał palce, bo się nie obłowił zbytnio. Hmm... Zaskoczona ja... Poza tym Simon jest uroczy. :) najbardziej podoba mi się jego imię, bo Derek. XD
Kocham, pozdrawiam i czekam na NN.
~Black
Szkolimy się na psychopatę? XD
UsuńSporo wyjaśnia, a wiesz ile mi nerwów zjadło? : o
Rafale taki miał być xd. Boże nie wiem jak to dalej pociągnąć z tym Michaelem. Czy już kończyć blog, czy jeszcze nie.
Mi tam się najlepiej opisywało próbę numer 3 :D.
- Czy głowa po odrąbaniu będzie jeszcze mrugać?
- Jak osoba druga będzie ruszać powiekami to tak XD.
BO LEPIEJ STRACIĆ PALCE : O ALE ŻEBY SIĘ CZŁOWIEK CIESZYŁ :P
Simon też był w "Miasto Kości" xD.
Derek :3.
Ta, ta ja też :).
Również pozdrawiam.
Super! :D
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba ;33
Sory, ze się nie rozpisuję ale mam mało czasu bo urodziny i goście i brrr xDD
Zapraszam też do mnie na nn ;)
http://hogwart-moimi-oczami.blogspot.com/
Wszystkiego najlepszego w takim razie.
UsuńDzięki.
Rozdzial swietny.... tak jak myslalam. Rose kluczem ;) tylko zeby jej nie zabili..... ze niby ona znalazla juz tych trzech? Jess jest spoko... ( ona jest wybrana c'nie? ) nie lubie Rafaela. Jest glupi. czyli ze oni od poczatku wiedzieli ze ona jest kluczem od poczatku? To czemu jej nie zabili? Wiem jestem glupia i napisze ze mi najbardziej podobala sie 1 i 3 proba xP tak tak..... zadalam tyle pytan ale nie musisz odpowiadac bo to pytania retoryczne ;) pozdrawiam, weny i wgl zeby kolejna notka pojawila sie nie za pozno xP
OdpowiedzUsuńTraton nie żyje, a tylko on nie chciał, aby Klucz wskazał Wybranych. Oni nie wiedzieli, że jest Kluczem. Sekret został ujawniony dopiero po śmierci Tratona (wcześniej Rose by zginęła), ponieważ wtedy Kora uznała to za stosowne. Ponieważ Traton nie miał potomków. Heheh mi się najlepiej opisywało właśnie próbę 3 xD. Jak już odpowiedziałam to niech będzie Xd.
UsuńKiedy kolejna? Nie mam bladego pojęcia XD.
Również pozdrawiam.
Już ja ją będę dręczyć i szybko napisze ten rozdział :DDD
UsuńYhy yhy dręczenie jest PRAWNIE zabronione :3.
UsuńCoś nie licz na to :* Jestem leniem :3. Nie poganiaj mistrza. Hahaha :> .
hahahaha zobaczymy. Dwa tygodnie wolnego?! - Dobre sobie ;p Zapomnij.
UsuńPozdrowienia,Nels.
PODOBAŁ,PODOBAŁ :3 Podobały mi się pytania w próbię z tym co chciał jej palce odrąbać ;_; Rafaela nie lubię,Jess jest nawet ok,a Mikaell-brrr,fuj.Trochę nie ogarnęłam z Korą i Simonem,ale ok :D
OdpowiedzUsuńCzekam na następne!WENY!
Pozdrawiam,Zuza.
Tylko oni ogarnęli, że jest Kluczem, więc musieli ją uwolnić nim będzie za późno :).
UsuńZ taką Kornelią co mi spamuję, abym pisała, to raczej nie za długo, ale kto wie. Najwyżej wyłączę czat i gg XDD.
Dziękuję i również pozdrawiam.
A se wyłączaj. Jak mmnie olewasz ;-;
UsuńOni będą mi wdzięczni, że truję ci tyłek,abyś się ruszyła, bo warto :O
Nie doceniasz mnie :(
Kornelia,już cię lubię :P Truj jej ile wlezie,może rozdział będie szybciej,ahhaha :D
UsuńPozdraiam :D
Dzięki Zuzia ;D
UsuńWidzisz ?! Chociaż ktoś mnie tu docenia :D
Będę truła ile wlezie :3
Ejeeje nie jestem maszyną do pisania :P.
UsuńJa cię doceniam. Jak nie jak tak. Ale jest UCIĄŻLIWA. I kochana. Ale jak mi trujesz, bardziej uciążliwa ;D.
Może lubię? I tak będę truć. Ja też nie jestem maszyną do pisania. I co prawda, moje rozdziały nie są takie długie, jak twoje ,ale jakoś daję radę. Wiem że ty też dasz. Więc, zrób nam te przyjemność i pisz dalej :O
UsuńPozdrowienia, Nels.
Zuzia! Uwierz mi, że jeżeli lubisz mnie, to pokochasz Korę XD Jestem tego pewna ;PP
UsuńNIE OBRAŻAJ SIĘ NA MNIE ;_;
UsuńKawa mi nie służy xD.
Ja się wtedy uśmiecham, bo wiem, że komuś zależy :*
Wiesz, że cię kocham Nelson. Być złą na mnie, to jak obrazić się na powietrze. Pamiętaj! XDD
Chyba sobie poradzę, Klajd.
UsuńMIŁEGO DNIA LUDZIE,W TAKĄ BRZYDKĄ POGODĘ ;-;
Okej!Wierzę ci na słowo :D
OdpowiedzUsuńhahah ;D To dobrze ;pp
Usuń